RSS
czwartek, 07 września 2006
Dzień 4

Początek dnia standardowy, z tym, że miałem kumpla jako towarzysza do kawy.

Pojechaliśmy przepisać telefon. I na pojechaniu się skończyło. Okazało się, że jakąś fakturę miał zapłaconą po czasie i nie uregulował od niej odsetek, a na miejscu wpłat nie przyjmują – albo bank albo poczta. Czyli godzina czekania na darmo. No cóż – nikt nie mówił, że będzie lekko. Miałem wziąć sobie numer na firmę bez niego, ale chcę zachować ten co mam, więc muszę poczekać, aż ureguluje. Trudno – poczekam. Najwyżej wystawi mi fakturę na kwotę na jaką przyjdzie rachunek. Nie ma lekko – to ja mam mieć teraz koszty, a nie on.

Po straconym czasie – skoczyłem do hurtowni, do których chciałem już od samego początku iść. Zarejestrowałem się i wybrałem sobie współpracujących ze mną handlowców – w obu przypadkach kobiety – Ania i Anita. A co – mnie też się coś należy.

Po rejestracji wróciłem do domu i mogłem przygotować ofertę dla klienta, który dzwonił w poniedziałek – czyli na dzień przed oficjalnym otwarciem firmy. Przygotowałem, wysłałem i czekam na odpowiedź. Albo zaakceptuje albo nie. Jak zaakceptuje to dobrze. Jak nie to albo będziemy negocjować cenę albo pójdzie gdzie indziej. Pożyjemy – zobaczymy.

W między czasie dzwonili z ofertą z drukarni – chwilę pogadałem i stwierdziłem, że od czegoś w końcu mam tego maila i faks więc niech mi ofertę prześlą albo przefaksują. Bo co mi z tego, że naopowiadają mi różnych rzeczy, jak podczas rozmowy notatek nie prowadzę, a jutro już szczegóły zapomnę.

Popołudnie sobie darowałem i nie robiłem nic związanego z działalnością – było spotkanie z prezydentem miasta i stwierdziłem, że pójdę (na oficjalnych dokumentach piszą z dużej litery prezydent miasta, ale ja aż tak bardzo lansował się nie będę ;)). Mimo, że go nawet popieram. Poszedłem i straciłem dwie godziny – bym wiedział to bym pospał ;).

I na dziś byłoby tyle. Jutro siedzę w domu i obiecuję sobie, że zajmę się stronami internetowymi i przygotowaniem ofert. Ile z tego zrobię to się okaże.

Od przyszłego tygodnia może zacznę przygotowywać sklep internetowy i skoczę z aktualizacją danych do skarbówki (umowa z bankiem o konto firmowe i umowa z biurem rachunkowym – a takie rzeczy skarbówka lubi wiedzieć).

23:40, businessman81
Link Komentarze (3) »
środa, 06 września 2006
Dzień 3
Dziś wstałem wcześniej. I standardowo – spacer z psiakiem, śniadanie i newsy. Potem chwila na maile i porządek w papierach – niby to początek ale stąd świstek, stamtąd, tu umowa, tam umowa i się zbiera tego.
 
Posegregowałem, poukładałem i ruszyłem w świat. A właściwie do ZUS-u. I tu miła niespodzianka – myślałem, że stracę ze 2 godziny i z 15 razy będę formularze poprawiał, a tu się okazało, że po 10 minutach po wszystkim. Taka sugestia – jak wiadomo przezorny zawsze ubezpieczony, więc proponuję dodatkowo wybrać dobrowolne ubezpieczenie chorobowe. Nigdy nie wiadomo czy nie dopadnie nas jakaś grypa albo inna cholera, a wtedy możemy trochę pochorować i z ZUS-u dostaniemy dolę. Ubezpieczenie nabiera mocy po półrocznym regularnym opłacaniu składek. Czyli chorujemy dopiero po minimum sześciu miesiącach. Do tego czasu witaminki łykamy i uważamy na siebie.
 
 
Aha – z ustawy wynika jeszcze, że tracicie prawo do zasiłku w przypadku wczasów w kurorcie z zakratowanymi oknami – wobec czego nie polecam ;). No i w czasie choroby nie możecie wykazać przychodu. Skoro tak ładnie poszło w ZUS-ie, to skoczyłem jeszcze do paru firm po katalogi i tak ogólnie zrobić rozeznanie.
 
Powrót do domu i obiad. Już pisałem o konieczności spożywania posiłków wobec czego nie będę się powtarzał.
 
Następnie umówiłem się z kumplem na wycieczkę do firmy telefonii komórkowej przepisać komórkę. Obecna też jest na firmę ale nie moją. Kumpel ma koszty, a ja rachunki pomniejszone o VAT ;). No ale teraz trzeba przepisać i sobie zrobić koszty. Byliśmy przed 18 ale, że wprowadzili nowe promocje to ludzi od groma (dociekliwi może domyślą się o jaką sieć chodzi – pozostali mogą strzelać – podobieństwo trafienia dużo wyższe niż w totku ;)). Przepisanie zostawiliśmy na jutro rano. Przy okazji jak chcecie coś takiego zrobić od ręki to musi to być salon firmowy. W przypadku autoryzowanych punktów sprzedaży cała operacja się znacznie wydłuża.
 
Skoro nic się nie załatwiło to powrót do domu. Miałem znów się zmobilizować i posiedzieć nad stroną internetową, ale mecz był więc trzeba priorytety było jakieś ustalić i na tym właśnie skończyło się robienie strony w dniu dzisiejszym ;). No cóż – może jutro.
 
Aha – od samego łażenia po urzędach pieniędzy nie zarobimy, ale musimy to odbębnić. Można to trochę rozciągać w czasie i w międzyczasie szukać już klientów. Jednakże chyba lepiej załatwić wszystko i porejestrować się w hurtowniach, aby iść do potencjalnych klientów z pełną ofertą a nie domysłami co do cen i usług, które będziemy w stanie świadczyć. Ja mam to szczęście, że mam już paru klientów pod opieką więc jakieś tam fundusze mi wpływają. A po rejestracji tam gdzie zamierzam przygotuję pełną ofertę i dopiero spróbuję ruszyć szerzej.
23:34, businessman81
Link Dodaj komentarz »
Dzień 2

Dzień zaczął się nieźle – wstałem o 11 ;). A było nie siedzieć do 3. Jak tak dalej pójdzie to nie widzę tego wszystkiego za bardzo. No cóż – zdarza się. Szybko przerobiłem plan dnia i po spacerze z psem, śniadaniu i kawie wziąłem się za robotę. Najpierw faks do firmy telekomunikacyjnej w celu uaktualnienia danych abonenta. Trzeba przepisać telefon i internet na firmę – koszty zawsze się przydadzą. A że dużo gadam to będą niemałe ;). Po faksie maile – na część odpisałem, część przejrzałem, a resztę wywaliłem. Jeszcze szybki przegląd tego co w polityce, kraju i na świecie, wiadomości sportowe (nekrologi sobie darowałem ;)) i trzeba ruszyć w miejską dżungle. Zainwestowałem w  książkę przychodów i rozchodów (taką formę rozliczeń wybrałem) i gazetę z programem. Wbiłem zarejestrować się w hurtowni z nośnikami danych i odwiedziłem kilka biur rachunkowych – jak ktoś ma krzepę albo pojęcie może rozliczać się sam (w sumie nie jest to trudne) – w końcu po rozmowie w jednym zdecydowałem – to tu. Umówiłem się na późniejszą godzinę na dłuższą rozmowę i pojechałem do banku.

W banku poszło sprawnie – kilka podpisów, trochę gadania i po wszystkim. W dodatku jakie cudo w mini siedziało – mniam ;). Nie usnę przez najbliższe trzy dni.

Po banku i krótkiej wycieczce w jedno miejsce powrót na obiad do domu. Na głodzie niewiele zdziałacie więc nie zapominajcie o tym. Obiad poza śniadaniem, drugim śniadaniem, deserem, podwieczorkiem, pierwszą i drugą kolacją jest najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia.

Jeszcze spacer z psem i ponowna wycieczka do upatrzonego biura rachunkowego. Wszystko ładnie pięknie – ale z obsługą kompa jeden z pracowników ma tam problem. Poczekałem trochę, aż wygrał z drukarką i przygotował mi dokumenty rejestracyjne do ZUS-u.  (dziś ZUS-u już nie zaliczę – trzeba będzie jutro o ile nie zaśpie).

Reszta dnia całkiem luźno mija, trochę ofert w necie przejrzałem, ale nie udało mi się zmobilizować i dokończyć strony internetowej. No cóż, przyjdzie pora i na to. Nie można się przemęczać ;).

 

Jutro ZUS, aktualizacja danych do skarbówki (zrobi mi to już biuro rachunkowe – zaktualizują dane konta bankowego i miejsce przechowywania dokumentów księgowych – ja tylko złoże autografy) i może pojeżdżę jeszcze po hurtowniach – zobaczymy jak będę z czasem stał. Do jutra.

00:47, businessman81
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 września 2006
Dzień 1

Żeby otworzyć działalność jesteśmy skazani na przymusową wycieczkę po urzędach. Jeżeli ma to być działalność prowadzona przez osobę fizyczną tak jak w moim przypadku to na wstępie potrzebujemy wpis do ewidencji gospodarczej. Takie cudo prowadzą urzędy miast/gmin. W sumie wpis dostałem bez problemu ale tydzień musiałem czekać. (no i PKD jest takie nie do końca logiczne - ale miła pani wszystko wytłumaczyła - hmmm... sie zastanawiam, ona chyba wszystkie te numerki i to co pod nimi zna na pamięć). Następnie urząd statystyczny – tutaj odbyło się bez problemów, udało mi się szybko i sprawnie wszystko załatwić. Aczkolwiek znajoma ponoć czekała na REGON ponad 2 godziny – tak że wszystko zależy od szczęścia.

Następnie US (dzisiaj w nim byłem) – od daty rejestracji w skarbówce możemy legalnie działać, wystawiać i przyjmować fakturki i tak dalej. Ja zostałem VAT-owcem. I tu pierwsza niemiła niespodzianka – trzeba było wybulić 152 złocisze, za to żeby móc płacić państwu VAT. Czyli co – czyli trzeba płacić za to, aby państwo mogło nas doić. Paranoja. Z tego co mi wiadomo, wcześniej taka opłata nie była pobierana. Żeby było śmieszniej, w US nie można takiej wpłaty zrobić. Przyjmują je w Urzędzie Miasta. Dobrze, że nie okazało się, że do UM musze drałować na drugi koniec miasta, a tylko jakieś 500 m. Ale i tak jest to dziwne. Po dokonaniu wpłaty trzeba jeszcze 3 formularze wypełnić i spokój.

Taka sugestia – załatwcie wcześniej sobie biuro rachunkowe (chyba, że sami prowadzicie księgowość) i konto bankowe, gdyż trzeba to wpisać we wniosku. Ewentualnie później składać aktualizacje. Problem z kontem bankowym pojawia się w przypadku osób, które nie miały wcześniej numeru NIP. Co prawda niektóre banki nie chcą NIP-u przy zakładaniu konta, więc może się udać. Jeżeli nie, to trzeba uzyskać NIP, założyć konto i złożyć aktualizację danych.

Dla tych, którzy mieli NIP wcześniej pozostaje on bez zmian i pod nim jest rejestrowana firma.

Dobra – załatwiłem skarbówkę, trzeba uderzyć po pieczątkę. W między czasie wpadłem do domu na obiad i obdzwoniłem firmy robiące pieczątki. Generalnie wszystkie na następny dzień były w stanie przygotować. Ale znalazłem jedną, gdzie za dodatkowe 5 zł!!! zgodzili się zrobić na ten sam dzień. W dodatku przyjęli dane do pieczątki przez telefon, tak że pozostało zjeść obiad i jechać odebrać.

Pojechałem, zapłaciłem i odebrałem. Przy okazji dowiedziałem się, że pieczątki okrągłe z orzełkiem mogą robić niektóre tylko zakłady, mające uprawnienia i jest to kontrolowane ściśle przez policje – ale to taka ciekawostka.

Myślę sobie - mam pieczątkę to wale do banku. Z ofertami zapoznałem się już wcześniej więc wiedziałem gdzie i po co idę. No i rzeczywiście – obsługa miła, wszystko sprawnie i szybko. I przydała się pieczątka – można było założyć i bez ale o ile więcej wypisywania jednego i tego samego. A tak to kilka stuknięć, parę autografów i jutro idę odebrać umowę.

Na dziś to tyle. Jutro idę do ZUS-u, ale najpierw odebrać umowę z banku – na wniosku do ZUS-u trzeba podać nr konta. A czas na rejestrację w ZUS-ie wynosi 7 dni od daty wizyty w skarbowym. Nie będę czekał bo szkoda czasu tylko wszystko załatwię jak najszybciej.

Może jeszcze jutro uda się parę hurtowni odwiedzić i się zarejestrować??

I dwie sprawy na koniec:

1: słyszałem, że w USA firmę można otworzyć w kwadrans i równa się to wizycie w jednym(!) tylko urzędzie, no ale co kraj to obyczaj, u nas już chcieli zrobić drugą Japonię ale jakoś nie bardzo im wyszło :>

2: zastanawia mnie coś takiego jak Powszechny Elektroniczny System Ewidencji Ludności – w skrócie PESEL – jak wiadomo, każdy ma jeden indywidualny i niepowtarzalny taki numer, wobec tego czy nie prościej by było aby rozliczenia podatkowe, statystyki i inne pierdoły prowadzić na jego podstawie?? O ile mniej makulatury, biurokracji i zszarganych nerwów. Nie mówiąc już o rzędach cyferek do spamiętania. Z drugiej strony w sumie okazałoby się, że część urzędników jest przez to nie potrzebnych, więc wzrosłoby bezrobocie – przynajmniej tym by to ekipy rządzące tłumaczyły, ale z drugiej strony wtedy łatwiej byłoby stworzyć tanie państwo. O czym ja mówię – nie w tym kraju i nie z tą władzą. Z poprzednią pewnie też nie.

W ogóle jeżeli chodzi o władze to trzeba by gruntowne przewietrzenie zrobić i wpuścić ludzi bez brzydkich nawyków, ale to temat nie na tego bloga.

23:01, businessman81
Link Komentarze (4) »
Tytułem wstępu - prolog

Witam wszystkich serdecznie.

 

O czym będzie ten blog??

 

Otóż z uwagi na trudną sytuację na rynku pracy zdecydowałem się na otworzenie własnej działalności gospodarczej. Będę się starał opisywać dzień po dniu to co się dzieje w firmie, o wzlotach i upadkach, porażkach i sukcesach, przygodach z urzędami i o tym wszystkim co może być pomocne dla innych chcących otworzyć własną działalność.

Nie będę podawał tutaj ani nazwy swojej, ani innych firm czy urzędów, chyba, że któraś okaże się naprawdę godna polecenia lub potępienia. O swojej firmie napiszę tylko tyle, że mieści się w Sosnowcu, woj. Śląskie. 

Nick businessman też jest trochę przewrotny bo jak na razie to mam takie pojęcie o biznesie jak większość z czytających o nawigacji międzyplanetarnej – no ale mam nadzieję, że z czasem opanuję sztukę prowadzenia firmy a moje wpisy tutaj pomogą innym.

Jeszcze słówko o tym co pisałem na wstępie – czyli sytuacji na rynku pracy. Według GUS-u bezrobocie spada – jednakże dane te nie uwzględniają tego, że wiele osób wyjeżdża za chlebem za granicę. Z drugiej strony, praca w tym kraju jest, z tym, że za pieniądze, które w dobrym przypadku pozwolą wyżyć od wypłaty do wypłaty. A mnie jako osobie 25 – letniej taka perspektywa nie bardzo odpowiada – mam plany na przyszłość, chcę założyć rodzinę, a nie sądzę abym za najniższą krajową był w stanie dokonać wszystkich opłat i utrzymać żonę z dzieckiem/dziećmi na odpowiednim poziomie. Nawet mając super wykształcenie otrzymanie odpowiednio satysfakcjonującej pracy, odpowiednio wynagradzanej jest bardzo trudne, dlatego też zadecydowałem jak na wstępie i otworzyłem własną działalność.

 

Życzę wszystkim miłej lektury. Za niedługo wpis z pierwszego dnia.

21:49, businessman81
Link Komentarze (2) »
Archiwum